Reportaż z mojej podróży
Już od chwili lądowania na Lanzarote wiadomo, że nie jest to zwykłe miejsce. Lotnisko w Arrecife otwiera widok na rozległe, czarne pola lawy, czerwone stożki wulkanów i turkusowe fale Oceanu Atlantyckiego. Powietrze jest ciepłe, suche, z delikatnym zapachem soli i dzikich ziół rosnących przy drodze. Od razu czuć, że wchodzimy na wyspę niemal „z innej planety” – surowo piękną, a jednocześnie spokojną i harmonijną.
Arrecife: miasto, które budzi się z Oceanem
Arrecife jest stolicą, która żyje własnym rytmem. Zamiast gwaru wielkiego miasta oferuje atmosferę portowego miasteczka, w którym życie toczy się w rytmie wiatrów i przypływów. Na pierwszy rzut oka wydaje się surowa, ale im dłużej się po niej chodzi, tym więcej odkrywa się warstw, kolorów i osobowości tego miejsca.

Foto 1
Dzień zaczynam nad Charco de San Ginés, naturalną laguną w centrum miasta. Woda jest tu spokojna jak lustro, a białe łódki kołyszą się lekko na falach. Niektóre wyglądają, jakby pamiętały jeszcze czasy dziadków swoich właścicieli. Spotykam Manuela, rybaka, który od dzieciństwa mieszka tuż obok laguny. Siada na kamiennych schodach, poprawia sieci i opowiada mi, że kiedyś cały ten rejon pełen był małych warsztatów szkutniczych. „Miasto się zmienia, ale morze mówi zawsze tym samym językiem” — mówi, patrząc na wodę z rodzajem cichej dumy.

Foto 2
Wokół laguny rozwijają się street arty, małe galerie, kawiarnie, które dopiero się otwierają. W powietrzu unosi się zapach świeżych churros, kawy i oceanu. Kamiennym mostem Puente de las Bolas idę w stronę niewielkiej fortecy Castillo de San Gabriel, która stoi na wysepce tuż przy brzegu. Zewnętrzne ściany mają kolor ciemnej lawy, a otaczające je fale rozbijają się z rytmiczną siłą. Wewnątrz działa muzeum, które mimo niewielkich rozmiarów pozwala poczuć, jak trudne było życie mieszkańców przed wiekami nękanych przez piratów, żyjących w cieniu wulkanów i zdanych całkowicie na ocean. Z murów zamku roztacza się widok na port, miasto i spacerujących turystów. Arrecife nie jest miejscem, które spieszy się, by zrobić dobre pierwsze wrażenie. Ono odkrywa się powoli, kawałek po kawałku.
W centrum Arrecife zagłębiam się w uliczki pełne sklepików, maleńkich barów i kafeterii. W jednej z nich, prowadzonej przez rodzinę od trzech pokoleń, zamawiam queso asado con mojo — grillowany ser z delikatnym sosem. Maria, właścicielka, opowiada o tym, jak jej rodzice walczyli, by lokal przetrwał czas pandemii i jak ważna jest dla niej wspólnota mieszkańców. „W Arrecife wszyscy znają wszystkich — nawet jeśli udają, że nie” — śmieje się, podając mi deser z gofio.
Moje kroki kieruje dalej w stronę portu turystycznego Marina Lanzarote, który wieczorem napełnia się światłem. Przy brzegu kołyszą się jachty, a muzyka z barów miesza się z odgłosami rozmów. Jest tu bardziej elegancko, nowocześnie, ale nadal z kanaryjską lekkością. Siadam w jednym z barów nad samą wodą. Ocean odbija złoto lamp i czerwone światełka z masztów jakby miasto chciało pokazać swoje spokojniejsze, a przede wszystkim refleksyjne oblicze.
Playa Blanca: biały brzeg spokoju i światła
W przeciwieństwie do Arrecife, które pulsuje życiem, Playa Blanca jest jak długi, rozświetlony promieniami słońca oddech wyspy. To miejsce bardziej kontemplacyjne, bardziej wypoczynkowe, ale wciąż z charakterem. Promenada Playa Blanca o świcie jest niemal pusta. Tylko nieliczni biegacze i właściciele psów przemierzają tę szeroką ścieżkę ciągnącą się wzdłuż oceanu. Fale uderzają równym, kojącym rytmem, a niebo zmienia barwy od pastelowego różu po czysty, kanaryjski błękit. Robię tu dłuższy postój, by nasycić oczy rozległą panoramą i poczuć siłę tego widoku.
W jednej z kawiarni przy nadbrzeżu poznaję Carlo, który codziennie o wschodzie słońca otwiera swój mały lokal. Pokazuje mi zdjęcia z czasów, kiedy Playa Blanca była tylko wioską rybacką. „Kiedyś wszyscy znali każdy dom, każdą łódź. Teraz jest więcej hoteli, ale dusza wciąż tu jest — trzeba tylko umieć ją znaleźć.” Zapach tostadas, kawy i słonego powietrza tworzy idealną mieszankę na rozpoczęcie dnia.

Foto 3
Największą dumą Playa Blanca są plaże Papagayo z ukrytymi zatokami ze złotym piaskiem i szmaragdową wodą. Droga do nich prowadzi przez surowy, pustynny krajobraz, który w świetle słońca przypomina scenografie filmów o Marsie. Mijam parę Hiszpanów, która co roku przyjeżdża tu z dziećmi. „Tu jest cisza, której nie ma nigdzie indziej” — mówią. Rzeczywiście, kiedy schodzi się w dół ku plaży, świat zwalnia. Fale delikatnie obmywają brzeg, a w oddali widać zarysy gór Fuerteventury. Papagayo przypomina uśpiony raj, gdzie złote klify połyskują w słońcu niczym zanurzone w świetlistej mgle.

Foto 4
Po południu zaglądam do Marina Rubicón — portu, który wyróżnia się elegancją i atmosferą południowego luzu. Białe jachty, wąskie mostki nad wodą, stylowe butiki i bary robią na mnie niezwykłe wrażenie. Ale wciąż, mimo tej komercyjnej otoczki, między alejkami unosi się zapach oceanu i świeżych owoców morza. W jednym z barów przy przystani rozmawiam z młodym kucharzem, Diego. Z pasją opowiada o rybach złowionych tego samego dnia i o tym, jak w Playa Blanca sezonowość produktów jest świętością. Jego dania smakują jak Kanary w czystej postaci.

Foto 5
Warto też zajrzeć na Playa Flamingo i Playa Dorada. Te dwie spokojne laguny otulone falochronami idealne są na relaks i kąpiel w osłoniętych wodach. Tu czas zdaje się płynąć znacznie wolniej. Jednak prawdziwa magia zaczyna się tu o zmierzchu. Niebo płonie pomarańczą i fioletem, a słońce spływa po linii horyzontu tak powoli, jakby samo nie chciało opuszczać oceanu. Obok mnie siada starsza para z Wielkiej Brytanii, która od dwudziestu lat spędza zimy w Playa Blanca. „To miejsce ma w sobie coś kojącego. Wracamy tu, bo tu nie trzeba się spieszyć” — mówią, wpatrując się w fale. Ich słowa dobrze oddają sens tego miejsca.

Foto 5A
Poranek w Timanfaya: wulkaniczna potęga
Kolejnym celem mojej podróży jest Park Narodowy Timanfaya, serce wyspy i jej najbardziej spektakularna atrakcja. Autobus przemierza serpentyny między stożkami wulkanów, a przewodnik opowiada o erupcjach XVIII i XIX wieku, które całkowicie przemieniły tutejszy krajobraz. Czerwone i grafitowe pola lawy mienią się w słońcu jak metaliczne tafle, a ich faktura wygląda, jakby czas zatrzymał się setki lat temu.

Foto 6
Podczas pokazów geotermalnych wsadzam patyk w szczelinę. Po chwili z ziemi wydobywa się strumień pary, a kilka metrów dalej kikut drzewa niemal natychmiast płonie. Czuję energię wulkanu pod stopami i zachwyt nad tym, jak natura potrafi być piękna i niebezpieczna jednocześnie. Spotykam Juana, przewodnika, który oprowadza turystów od ponad 30 lat. Opowiada o swoim dzieciństwie, kiedy wraz z braćmi biegali po świeżo zastygłej lawie, budując prowizoryczne schronienia i szukając „skarbów”, czyli kryształów i rzadkich minerałów. Jego wspomnienia nadają miejscu niezwykłą, ludzką perspektywę.

Foto 6A
Praktyczna wskazówka: Najlepiej zwiedzać Timanfaya rano, kiedy słońce nie jest jeszcze zbyt ostre, a światło podkreśla barwy pól lawy. Warto zabrać wygodne buty trekkingowe, ponieważ teren jest nierówny i kamienisty.
Spotkanie ze sztuką Césara Manrique
Po intensywnym poranku przychodzi czas na „ludzką twarz wyspy” – harmonijną i pełną estetyki. To zasługa Césara Manrique, artysty, architekta i wizjonera, który poświęcił życie, by Lanzarote rozwijało się w zgodzie z naturą. Dzięki niemu wyspa uniknęła chaotycznej zabudowy i zachowała spójny charakter.
Jameos del Agua to pierwsze miejsce, które odwiedzam. Wchodząc do jaskini wulkanicznej, czuję chłód kamienia i wilgoć powietrza, a światło odbija się od białych ścian, tworząc niemal magiczną atmosferę. Maria, przewodniczka, opowiada, że jako dziecko biegała tu z przyjaciółmi, obserwując rzadkie, białe kraby jaskiniowe. Kolejny punkt to Mirador del Río, spektakularny punkt widokowy w północnej części wyspy. Widok na La Graciosę i turkusowy ocean jest oszałamiający, a architektura punktu wtapia się w klif tak naturalnie, że niemal zapomina się o ludziach, którzy go zbudowali.

Foto 7
Nie mogę pominąć też Fundacji Césara Manrique i Jardín de Cactus, gdzie każdy detal architektury i krajobrazu jest przemyślany, a sztuka i natura tworzą tu jedność. Każdy zakątek domu wtapia się w zastygłą lawę, a światło i cień prowadzą własny dialog z przestrzenią. Z kolei w Jardín de Cactus geometryczne tarasy, kręte ścieżki i setki kaktusów z różnych stron świata układają się w żywą rzeźbę. Tutaj żaden element nie jest przypadkowy: architektura i krajobraz przenikają się tak naturalnie, że trudno rozdzielić granicę między sztuką a naturą bo obie tworzą jedną, harmonijną całość.

Foto 7A
Praktyczna wskazówka: Warto odwiedzać te miejsca w godzinach porannych lub późnym popołudniem, gdzie światło słońca potęguje efekt wizualny, a liczba turystów jest mniejsza.
Kolory plaż i oceanu
Po południu przenoszę się na plaże. Krajobraz Lanzarote to prawdziwe malarskie dzieło natury, w którym każdy odcień opowiada własną historię i stanowi jedną z największych atrakcji wyspy. Czarne jak noc plaże, złote zatoki, turkusowe wody i surowe wulkaniczne skały tworzą unikalny krajobraz, którego nie da się pomylić z żadnym innym miejscem na świecie. To wyspa, która zachwyca intensywnością barw i zachęca, by odkrywać ją powoli – odcień po odcieniu.
Czarny piasek – ślad po potędze wulkanów
Wulkaniczna przeszłość wyspy jest obecna na każdym kroku, ale to właśnie plaże o czarnym, grafitowym piasku najbardziej przypominają o potężnych erupcjach z XVIII wieku. Piasek, powstały ze zmielonej lawy i bazaltu, tworzy miękką, matową powierzchnię, która w pełnym słońcu mieni się srebrzystymi refleksami. Do najbardziej charakterystycznych plaż należą Playa del Janubio, której ciemna barwa kontrastuje z różowymi i białymi tonami pobliskich salin; Playa Quemada, cicha i naturalna, idealna dla szukających spokoju oraz Wybrzeże Los Hervideros, gdzie gwałtowne fale rozbijają się o czarne, poszarpane skały wyrzeźbione przez zastygłą lawę. Te intensywne odcienie czerni nadają wyspie surowy i jednocześnie hipnotyzujący charakter.
Złote plaże – delikatność ukryta wśród skał
Wbrew mojemu pierwszemu wrażeniu Lanzarote to nie tylko wulkaniczny mrok. Wyspa szczyci się także pięknymi plażami o jasnym, złotym piasku. Ich obecność to efekt działania prądów morskich i nanoszenia drobnego piasku z Afryki. Szczególnie zachwycają Playa de Papagayo, uważana za najpiękniejszą plażę wyspy, z wodą spokojną jak w lagunie; Playa Blanca, idealna do rodzinnego wypoczynku oraz Famara, rozciągnięta u podnóża monumentalnych klifów, będąca jednym z ulubionych miejsc surferów. Złociste odcienie piasku tworzą harmonijne połączenie z błękitem oceanu oraz białymi zabudowaniami, które są charakterystycznym znakiem stylu Césara Manrique.

Foto 8
Turkus oceanu – czystość atlantyckich wód
Kolory wód otaczających Lanzarote zasługują na własną opowieść. Przejrzystość oceanu wynika z wyjątkowych warunków panujących na wyspie. Brak rzek sprawia, że do wód nie trafiają żadne osady ani muł, a skaliste, wulkaniczne dno zachowuje wodę krystalicznie czystą. Dzięki temu Atlantyk prezentuje tu pełne spektrum barw, które zmieniają się niczym obrazy w kalejdoskopie.
W płytkich zatoczkach Papagayo woda mieni się ciepłym turkusem i zielenią, jakby ktoś zanurzył w niej pędzel pełen letnich barw. Dalej, na otwartym oceanie, odcienie przechodzą w głęboki błękit i szafir, podkreślając bezkres i potęgę morza. W okolicach naturalnych basenów Los Charcones pojawiają się z kolei szmaragdowe refleksy, które w świetle dnia wyglądają jak wydobyte z morskiej szkatułki. Silne, czyste światło słoneczne charakterystyczne dla Lanzarote działa jak naturalny filtr, który wyostrza kolory, dodaje im intensywności i sprawia, że woda niemal świeci własnym blaskiem. To właśnie ta gra światła i głębi tworzy zachwycającą paletę odcieni Atlantyku, którą trudno zapomnieć.
Zielone Jezioro – Charco de los Clicos
Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na wyspie jest Charco de los Clicos, zwane także Zielonym Jeziorem. Znajduje się w pobliżu wioski El Golfo, na zachodnim wybrzeżu Lanzarote, w obrębie Parque Natural de los Volcanes, co sprawia, że jego otoczenie jest wyjątkowo malownicze. Jezioro przyciąga turystów z całego świata ze względu na swój niezwykły wygląd. Punkt widokowy oferuje spektakularny widok na otaczające je wulkany i wybrzeże Atlantyku. To miejsce idealne do fotografii, spacerów i obserwacji natury. W pobliżu znajdują się również lokalne restauracje serwujące świeże owoce morza, co pozwala połączyć zwiedzanie z kulinarną przyjemnością. Zielone jezioro wulkaniczne to nie tylko atrakcja turystyczna, ale także przykład niezwykłych procesów przyrodniczych, które kształtują krajobraz Wysp Kanaryjskich.
Praktyczna wskazówka: Na ukryte plaże Papagayo najlepiej wchodzić wczesnym rankiem, bo miejsca parkingowe są ograniczone. Famara jest idealna dla osób z własnym sprzętem do surfingu jednakże wypożyczalnie są rozsiane wzdłuż plaży. Najlepsza pora na odwiedziny Charco de los Clicos to wczesny ranek lub późne popołudnie, gdy światło słońca nadaje jezioru intensywną, szmaragdową barwę.
Winnice La Geria i lokalne smaki
Na zakończenie mojej podróży zostawiam sobie prawdziwą perłę Lanzarote – Region La Geria. To wulkaniczna kraina winnic, w której winorośle rosną w kraterach z czarnego popiołu. Kamienne półokręgi chronią je przed wiatrem i nadają krajobrazowi niepowtarzalny rytm i fakturę. W winiarni spotykam Juana Carlosa, winiarza czwartej generacji. Opowiada, że każda butelka malvazii to efekt cierpliwości i obserwacji natury. Degustacja smakuje jak esencja wyspy z nutą wulkanicznej ziemi, morskiej bryzy i ciepłem słońca.

Foto 9
W lokalnych tawernach Maria, kucharka, pokazuje, jak przygotowuje papas arrugadas z sosem mojo, świeże ryby i warzywa. Opowiada, że kuchnia jest centrum życia rodziny, a wspólne posiłki i opowieści przy stole to tradycja, która scala pokolenia.
Praktyczna wskazówka: Degustacje w La Geria najlepiej planować w południe lub po południu. Wtedy światło idealnie podkreśla kolory winorośli, a winiarnie mają mniej turystów.
Podróż na Lanzarote pozostaje w sercu długo po powrocie do codzienności. To wyspa, która zachwyca, inspiruje i uspokaja jednocześnie. Surowa natura, wulkaniczne pola, architektura Manrique i smaki lokalnej kuchni tworzą miejsce wyjątkowe, pełne kontrastów i harmonii. Spacerując po pustynnych przestrzeniach, obserwując ocean i klify, próbując lokalnych win i dań, czuję, że każde miejsce kryje historię, każdy zakątek niespodziankę, a każda chwila staje się niezapomnianym doświadczeniem. Lanzarote to wyspa, która wciąga i zachwyca.
Tekst: Anna Molęda
Mini-przewodnik praktyczny
- Transport: Wynajem samochodu jest najwygodniejszą opcją – wyspa jest rozległa, a komunikacja publiczna ograniczona.
- Najlepszy czas na wizytę: Cały rok – temperatury rzadko spadają poniżej 18°C, ale zimą jest spokojniej.
- Ukryte plaże: Papagayo, Playa del Pozo, Playa de las Conchas na La Graciosie.
- Lokale i smaki: Arrecife i Yaiza – tradycyjne kanaryjskie potrawy; La Geria – wino malvazja.
- Aktywności: Surfing w Famara, trekking w Timanfaya, snorkeling i nurkowanie przy północnych klifach.
- Festiwale: Carnaval w Arrecife (luty), Fiesta de San Juan (czerwiec) – świetna okazja, by poznać lokalną kulturę.
